To „tylko” zwierzę…

Kilka dni temu ktoś umieścił w Internecie zdjęcie psa, któremu dowcipnisie włożyli do pyska zapaloną petardę. Skutek - łatwo przewidzieć. Suka z małymi szczeniętami przywiązana do drzewa w lesie, skatowane konie, zakopywane żywcem zwierzęta, wyrzucone do lasu małe kocięta; pies przywiązany do zderzaka samochodu i ciągnięty na pełnej prędkości po asfalcie - nie ma dnia, by media nie przynosiły kolejnych informacji o ludzkim okrucieństwie...

Normą jest, że po świętach („nietrafione” żywe prezenty) czy też przed wakacjami na obwodnicy siedleckiej zatrzymują się auta (nie patologia! - marki wskazują raczej na zamożnych ludzi), po czym wyrzucany jest kot, pies. Bo to kłopot. Bo co z nim zrobić, skoro z czasem okazało się, że zwierzę równa się obowiązek? Nie ma chętnych, by wyprowadzać na spacer pupila, albo wczasy już zostały zaplanowane i nie ma komu oddać go na przechowanie. Chwila wstydu, a potem problem z głowy. Doprawdy? A sumienie? Sumienie można zagłuszyć.
Nie pasuje tu termin „zezwierzęcenie”, ponieważ zwierzęta nie zabijają dla przyjemności, psychopatycznie rozumianej frajdy. Człowiek - tak…
Ludzie mówią: to tylko zwierzę. Partykuła „tylko” sugeruje, że zwierzę nie czuje bólu, nie boi się, można je traktować jak zabawkę, wyrzucić, gdy się znudzi. Co prawda kodeks karny przewiduje kary za znęcanie się nad zwierzętami, ale trudno to udowodnić, podobnie jak trudno znaleźć właściciela wyrzuconych bądź skatowanych zwierząt.

Serce jest jedno
W każdej relacji z ujawnionego kolejnego ludzkiego bestialstwa pojawia się pytanie: dlaczego? Odpowiedź nie jest trudna. Tam, gdzie zostały zachwiane ludzkie relacje, tam runęła cała stwórcza harmonia. „Ludzka egzystencja opiera się na trzech podstawowych relacjach ściśle ze sobą związanych - pisał papież Franciszek w encyklice „Laudato si” - na relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z ziemią. Według Biblii te trzy istotne relacje uległy zerwaniu nie tylko zewnętrznie, ale również w nas samych. Tym zerwaniem jest grzech. Harmonia między Stwórcą, ludzkością a całym stworzeniem została zniszczona, ponieważ człowiek usiłował zająć miejsce Boga, odmawiając uznania siebie za ograniczone stworzenie. Fakt ten wypaczył także naturę przykazania, by „panować” nad ziemią” (pkt 61). I dodaje Franciszek:  „prawdą jest, że obojętność lub okrucieństwo wobec innych stworzeń tego świata zawsze w jakiś sposób przekłada się na sposób traktowania innych ludzi. Serce jest jedno i ta sama mizeria, która prowadzi do znęcania się nad zwierzętami, niechybnie przejawi się w relacji z innymi osobami. Wszelkie okrucieństwo wobec jakiegokolwiek stworzenia jest sprzeczne z godnością człowieka” (pkt 92). Oto odpowiedź.

Jesteśmy okrutni dla siebie nawzajem, dlaczego więc mielibyśmy czynić wyjątki dla innych stworzeń? Warto przy tej okazji wspomnieć o głosie - zwykle hałaśliwych, często również wpływowych - środowiskach  ekologów czy „obrońców przyrody”. Wpadają w drugą skrajność. Zgłaszane są postulaty uznania osobowej godności zwierząt, przy jednoczesnej niechęci czy wprost nienawiści do człowieka! Raz po raz słychać nawoływania do radykalnej redukcji liczby ludzkości „dla dobra Matki Ziemi”. Broniąc zwierząt nie widzą problemu w eksterminacji dzieci poczętych. Znana polska aktorka Maja Ostaszewska nie tak dawno w pierwszym szeregu „czarnego marszu” domagała się poszerzenia prawa do aborcji dla „uciśnionych” polskich kobiet, a kilka tygodni później  stanęła w obronie… karpi. „Proszę nie kupujcie żywych karpi. Karpie podobnie jak ssaki i ptaki odczuwają ból, strach i stres. Bez wody duszą się. Gdyby miały głos , ich krzyk nie dałby nam przejść obok nich obojętnie!” - nawoływała na Facebooku.
Zapewne, wg aktorki,  rozrywane na kawałki dziecko nie czuje bólu, strachu, stresu. Ale ono nie potrafi krzyczeć. I są niemedialne…
To klasyczny przykład poplątanej logiki lewicujących środowisk. „Warunkiem autentyczności poczucia wewnętrznego zjednoczenia z innymi bytami natury jest równoczesna czułość, współczucie i troska o człowieka - przypominał papież Franciszek we wspomnianej wyżek encyklice. Oczywista jest sprzeczność postaw tych, którzy walczą z handlem gatunkami zwierząt zagrożonych wyginięciem, a pozostają całkowicie obojętni na handel ludźmi, los ubogich, czy też chcą zniszczyć drugiego, nielubianego człowieka” (pkt 91).

Fałszywy mit
Dlaczego Kościół milczy? - pytał swego czasu  jeden z publicystów „Newsweeka”. Chodziło o rzekomą  obojętność Kościoła na temat dręczenia zwierząt. Jego zdaniem winę ponosi św. Tomasz z Akwinu, który odmawiał zwierzętom prawa do posiadania duszy. Winny jest także biblijny opis stworzenia, w którym mowa jest o panowaniu człowieka nad przyrodą. Pojawił się też zarzut, że znęcanie się w teologii moralnej nie jest traktowane w kategorii grzechu. Czy tak jest rzeczywiście?

Nikomu nie trzeba przedstawiać św. Franciszka z Asyżu. Mało kto wie, że św. Marcin de Porres był założycielem pierwszego w świecie schroniska dla bezdomnych zwierząt. Św. Roch uznawany jest za patrona zwierząt domowych. Jan Paweł II pisał: „Stwórca chciał, aby człowiek korzystał z przyrody jako rozumny i szlachetny pan i stróż, a nie jako bezwzględny eksploatator” (encyklika „ Redemptor hominis” pkt 15). W wielu „książeczkowych” rachunkach sumienia zawarte jest pytanie: czy nie dręczyłeś zwierząt? Zagadnieniu sporo miejsca poświęca też Katechizm Kościoła Katolickiego. „Zwierzęta są stworzeniami Bożymi. Bóg otacza je swoją opatrznościową troską. Przez samo swoje istnienie błogosławią Go i oddają Mu chwałę. Także ludzie są zobowiązani do życzliwości wobec nich” (pkt 2416). „Sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie” (pkt 2418). Katechizm precyzuje również relacje, jakie istnieją pomiędzy ludźmi i światem zwierząt. „Bóg powierzył zwierzęta panowaniu człowieka, którego stworzył na swój obraz. Jest więc uprawnione wykorzystywanie zwierząt jako pokarmu i do wytwarzania odzieży. Można je oswajać, by towarzyszyły człowiekowi w jego pracach i rozrywkach. Doświadczenia medyczne i naukowe na zwierzętach są praktykami moralnie dopuszczalnymi, byle tylko mieściły się w rozsądnych granicach i przyczyniały się do leczenia i ratowania życia ludzkiego” (pkt 2417).
Kto zatem przywiązał sukę ze szczeniętami do drzewa? Kto odpalił petardę psu, przedtem wkładając mu ją do pyska? Kto zostawił psa w aucie przy kilkudziesięciostopniowym upale? Skąd biorą się tony śmieci w lesie? Kto wyrzuca reklamówki plastikowych butelek przez okno samochodu? Krasnoludki?...

Bo nikt nie widzi…
Faktem jest, że w zdecydowanej większości robią to ludzie wierzący. Może regularnie chodzący do kościoła. Przez blisko 22 lata posługi spowiedniczej na palcach jednej ręki mógłbym wyliczyć sytuacje, gdy ktoś oskarżył się z tego, że był okrutny dla zwierząt bądź zatruwał środowisko naturalne. Podobnie jak rzadkością jest spowiadanie się katolików z sympatii dla ruchów proaborcyjnych czy wprost uczestnictwa w promowaniu cywilizacji śmierci. Nie ma poczucia winy. „Prywatność poglądów”, tak usilnie promowana w zindywidualizowanym świecie, usprawiedliwia wszystko. Zostało zaburzone poczucie wspólnoty losu, zachwiana gradacja wartości, podeptana świętość Boga i świadomość wyjątkowości człowieka. „Stworzeń tego świata nie można traktować jako dobra nie posiadającego właściciela - pisał papież Franciszek. «To wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!» (Mdr 11, 26). Prowadzi to do przekonania, że wszystkie byty wszechświata, będąc stworzonymi przez tego samego Ojca, są zjednoczone niewidzialnymi więzami i tworzą rodzaj uniwersalnej rodziny, wspaniałej komunii pobudzającej do świętego, serdecznego i pokornego szacunku” (pkt 89)

Czy mój pies będzie w niebie?
To pytanie dzieci często stawiają na katechezie. Trzeba uczciwie powiedzieć: nie wiemy. Chrześcijańska wizja zbawienia mówi o „nowym niebie i nowej ziemi”. Często wyobrażając je sobie myślimy obrazami w kategoriach ziemskich. Niewątpliwie jest jakaś wspólnota losu całego świata stworzonego, ale losy świata decydują się w przestrzeni między Bogiem a człowiekiem. Wierzymy, że Bóg zbawi nas razem z tymi, których kochamy. Czy także naszych zwierzęcych przyjaciół? „Kiedy pyta mnie o to dziecko, zasmucone utratą ukochanego psa czy kota, odpowiadam: »Gdyby ci tego psa brakowało do pełni szczęścia w niebie, na pewno będziesz go miał!«” - pisał o. Jacek Salij. A może owo szczęście będzie miało taką naturę, będzie tak inne od tego, co możemy sobie dziś wyobrazić, że ani przez sekundę nie pomyślimy o naszych ziemskich pupilach? Któż to wie…