Nie wolno się poddać

(do ewangelii z niedzieli 10 czerwca)
Metoda jest stara jak świat: kiedy ktoś jest niewygodny, mówi o rzeczach stanowiących zagrożenie dla aktualnie obowiązującego status quo, a nie da się go pokonać siłą argumentów, przypina się etykietkę. Spotkało to Jezusa. „Odszedł od zmysłów" – twierdzili jedni. Kto uwierzy dziwakowi? Inni poszli jeszcze dalej: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy". Oszczerstwo miało budzić grozę! Zbudować mur nie do przebicia, nadszarpnąć zaufanie. Absurdy.

Doskonale je znamy z doświadczenia. Oszołom, moher, fanatyk, ciemnogród… Brzmi znajomo? Kościół broniący życia „wtrąca się do polityki”. Tylko kasa się liczy. Radio Maryja jest antysemickie. Księża to pedofile, koniunkturaliści… - ileż tych etykietek funkcjonuje w przestrzeni publicznej!? Multiplikowanych, wzmacnianych, rzucanych bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zasada jest cały czas taka sama: zamknąć usta, ośmieszyć, zniszczyć zaufanie, aby tylko zniszczyć Boże dzieło. Co z tym zrobić?

Odpowiedź podsuwa sam Jezus: „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami” (Mt 5,11). Tu nic się nie zmienia. Nigdy nie była to walka fair play – wszak przeciwnik jest ojcem kłamstwa. Gra idzie o wielką stawkę: o zbawienie dusz, o wieczność, o przyszłość Kościoła i świat, dlatego nie wolno się poddać.

A słowa? To tylko słowa. Niech świadczą o nas czyny.