Orszakowo i kolorowo!

 W całej Polsce 6 stycznia w Uroczystość  Objawienia Pańskiego w Orszakach Trzech Króli uczestniczyło ponad 1 mln 200 tys. osób - podała w poniedziałek 8 stycznia rzeczniczka Orszaku Jolanta Skwarek. To, rzecz jasna, liczba szacunkowa. Nie wszystkie orszaki zostały zgłoszone do Fundacji Orszaku Trzech Króli, trudno zliczyć uliczne jasełka organizowane w małych miejscowościach, własnym sumptem, bez pomocy organizacji ogólnopolskich. Liczba uczestników wydarzenia zatem była na pewno większa. Bez wątpienia tegorocznym sprzymierzeńcem organizatorów stała się również piękna pogoda. Frekwencja dopisała.
Kiedy kilka lat temu szukano formuły zagospodarowania „przywróconego” po latach (po degradacji do poziomu dnia roboczego święta Trzech Króli), nikt nie przypuszczał, że pomysł organizacji ulicznego barwnego korowodu chwyci. No bo... – tłumaczono – Polacy to nie Hiszpanie. To ponuracy, a nasze procesje w niczym nie przypominają radosnych fiest południowców. Poza tym jest zima, mało słońca (co wbija znaczną część populacji w depresyjne nastroje), ludzie po świętach są ociężali i na pewni nie zechce im się wychodzić z domów itd. Na szczęście gderanie nie sprawdziło się. Na naszych oczach wyrosła nowa, piękna tradycja!
Czasem malkontenci narzekają, że Orszaki Trzech Króli, pomimo szczytnych, pobożnych założeń, mają charakter bardziej świecki niż religijny (no bo, wiadomo, na ten przykład procesja Bożego Ciała to ma swoje dostojeństwo i powagę, i z góry ustalony charakter – a tu, proszę pana, pełny spontan!). Że to taka odmiana lekkiego, religijnego folkloru. Owszem, może nie ma na orszaku oznak pompatycznej pobożności, ale jest radość, autentyzm! Są kolędy, pastorałki, barwne stroje, kolory, a przede wszystkim ludzie, którzy się do siebie uśmiechają. W dzisiejszych czasach to rzecz bezcenna! Niezwykle jest, że po latach (poważnych procesji i obowiązkowych przemarszów pierwszomajowych) odkrywamy w sobie potrzebę publicznego manifestowania swojego przywiązania do Ojczyzny i jej historii (Marsze Niepodległości), szacunku i wierności Kościołowi, ideom chrześcijańskim, wielowiekowej tradycji. Ludzie mogą się zobaczyć i policzyć! - komuniści bali się tego jak ognia, próbując np. tak kadrować relacje z pielgrzymek papieskich, aby pokazach jak najmniej uczestników papieskich spotkań. Czasy się zmieniły, ale zasady obowiązują nadal te same, dlatego orszaki mają też swoich zagorzałych przeciwników.
Może podczas ulicznych jasełek trudno jest komplementarnie opowiedzieć o pięknie Kościoła, w którego łonie rodzi się Chrystus, w którym On żyje i działa, ale dla wielu ludzi - lokujących się na co dzień na jego peryferiach – ukazuje on swoje piękne, pogodne oblicze. Przyjazne wobec świata, życia, inności, jego uniwersalizm i ponadczasowość w swoim najgłębszym wymiarze. To dla wielu jest zastanawiające, prowokujące, idące wbrew doktrynalnym lewicowym smęceniu o jego końcu, archaiczności itp. taka „zdrowa ciekawość”, inteligentnie uchwycona i podtrzymana, może przynieść błogosławione owoce.
Poza tym: planując ewangelizację nie możemy „odpuścić” przestrzeni popkultury. Ona, czy się to komuś podoba czy nie, również stanowi część naszej codzienności. Trzeba ją umiejętnie zagospodarować – w taki sposób, aby nie zatrzymywała na sobie uwagi, nie stała się celem sama w sobie, ale prowadziła ku głębszym formom. Jak to zrobić? Na pewno warto utrzymać kontakt z tysiącami wolontariuszy, osobami uczestniczącymi w organizacji jasełek. Pokazać, że są potrzebni Kościołowi, stanowią jego integralną część. Oni często mają tysiące pomysłów – trzeba im tylko pokazać drogę działania i cel. Pan Bóg dopełni reszty. 

Dodaj nowy komentarz

Refresh Type the characters you see in this picture. Wpisz znaki które widzisz na obrazku; jeśli nie możesz ich przeczytać, kliknij przycisk "Podgląd", zostanie wtedy wygenerowany nowy obrazek. Wielkość liter nie ma znaczenia.  Przełącz na weryfikację głosową.