Badajcie sumienia

Badajcie sumienia
źródło: www.echokatolickie.pl 
O Bożym miłosierdziu, fałszywym wstydzie i tym, co ma wspólnego rachunek sumienia z pieleniem ogródka z ks. Pawłem Siedlanowskim rozmawia Agnieszka Warecka
  

Proszę Księdza, Wielki Post to czas rachunku sumienia dla wielu z nas. Dlaczego mamy z nim kłopoty?
Odpowiedź jest złożona: robimy go byle jak - w drodze do kościoła,  dopiero w kolejce do konfesjonału. Przyzwyczajenie do grzechu sprawia, że przestajemy zauważać jego zrośnięcia się z naszą egzystencją i go już nie widzimy. Albo traktujemy Pana Boga sensu stricte matematycznie, jak rachmistrza, przed którym trzeba się rozliczyć i cieszyć się, gdy uda się coś „ukręcić” - opowiedzieć o sobie tak, aby jak najlepiej „wypaść”  i dostać  jak najmniejszą pokutę. To nieporozumienie.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się następujące stwierdzenie: „Wyznawanie codziennych win (grzechów powszednich) nie jest ściśle konieczne, niemniej jest przez Kościół gorąco zalecane” (pkt 1458). Mógłby Ksiądz coś więcej na ten temat powiedzieć?
Istotnie w Kościele na kilka sposobów mogą być odpuszczane grzechy tzw. lekkie (rzecz jasna, jeśli spełnione są podstawowe warunki, tzn. żałuje za nie i ma w sobie szczerą wole poprawy). Dzieje się to choćby poprzez akt pokutny na początku Mszy św. Także sama Eucharystia, będąca „pokarm słabych”, gładzi grzechy lekkie.

Ale czy takie postawienie sprawy nie prowokuje trochę do podjęcia duchowej ekwilibrystyki?...
Zawsze jest ryzyko przesuwania granic: to jest jeszcze grzech lekki, a to już ciężki. Ten mnie dyskwalifikuje do przyjęcia Komunii św., ten jeszcze nie. Gdy się balansuje na krawędzi, wcześniej czy później człowiek srogo się potłucze. Każdy grzech niszczy relacje: ja - Bóg, ja - drugi człowiek. Tutaj nie ma żartów i nie może być miejsca na wyrachowanie.

A dlaczego Kościół „gorąco  zachęca” do wyznawania na spowiedzi grzechów także lekkich?
Panu Bogu trzeba oddać całe zło - niezależnie od ciężaru win. To logiczne. Kiedy Pani sprząta pokój, wymiata Pani wszystkie kurze - nie tylko te najbardziej widoczne. Jest to ważne z powodu, o którym powiedziałem przed momentem. Ale też są inne przyczyny. Tolerancja słabości, małych grzeszków - ot takich, które może nie mają wielkiej siły rażenia, ale „tylko trochę” uprzykrzają życie nam i innym, prowadzi do zobojętnienia, nabycia złych przyzwyczajeń. Sumienie kamienieje. Łatwo wtedy o upadki naprawdę dużego kalibru. Zły duch jest bardzo przebiegły i bardzo cierpliwy w swoim oswajaniu nas z grzechem. Aby mu się skutecznie przeciwstawić, trzeba przestrzegać prostej zasady: codzienna drobna wierność Bogu i podjętym zobowiązaniem warunkuje wielką wierność („Sługo dobry i wierny! W małej rzeczy byłeś wierny, nad wieloma cię postawię” Mt 25, 21).

A skąd się bierze fakt, że ktoś mówi: ja nie mam się z czego spowiadać?
Św. Jan pisze: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy”. (1J 1,8). Może to być skutek uodpornienia się na grzech. Jak to działa? Ktoś opowiadał mi pewną historię. Mąż pokłócił się z żoną, w którym miejscu ma stać w pokoju szafa. On uważał, że najlepiej będzie ją ulokować bliżej wejścia, ona, że obok drzwi balkonowych. Stanęło na jego pomyśle. Żona jednak nie odpuściła. Każdego dnia, gdy mąż wychodził z domu, przesuwała szafę o centymetr w stronę okna. On wracając, nie zauważał różnicy - po dwóch miesiącach szafa znalazła się dokładnie tam, gdzie chciała żona. Nawet się nie zorientował. Rzecz w tym, że często mamy do czynienia z analogicznym mechanizmem duchowym. Codziennie o milimetr przesuwamy sobie granice dobra i zła - niepostrzeżenie, niezauważalnie - i w pewnej chwili totalnie się nam zacierają. Nie znaczy, że go nie ma w naszym życiu. Jest, ale przestajemy je zauważać! Diabeł doskonale sobie z nami radzi w tej materii - jest mistrzem manipulacji!

Mam koleżankę, która „zacięła się” po jednej ze spowiedzi. Powiedziała, że więcej nie pójdzie. Powód? Ksiądz nakrzyczał na nią. Co zrobić z tym „fantem”?
Przykra sprawa. Nie chcę być sędzią, nikogo nie potępiać ani też usprawiedliwiać - może miał zły dzień, może był cukrzykiem i nagle mu spadł poziom cukru. Może… Takie zachowanie nie powinno się zdarzyć. Trzeba pamiętać, że ksiądz w konfesjonale jest tylko pośrednikiem - bardzo, bardzo niedoskonałym. I pamiętać: klękam przed Panem Bogiem i Jemu powierzam siebie, swoje grzechy. On mi przebacza i obdarowuje łaską! Zachęcam, abyśmy - np. czekając na swoją kolej w kolejce do spowiedzi - modlili się za kapłana, który w imieniu Jezusa Chrystusa, przyjmie nasze grzechy. O światło dla niego, dobre rozeznanie naszego wnętrza, o ducha mądrości i rady.

Inna przeszkoda na drodze do dobrej spowiedzi, która jak przysłowiowe szydło z worka, wyłazi podczas rachunku sumienia:  wstyd…
Ciekawie o tym mówił niedawno o. Dariusz Kowalczyk w wywiadzie opublikowanym na stronie www.deon.pl („Z grzechem bowiem nie ma żartów”). Wstyd jest zdrową reakcją na nasze czyny. Powiedziałbym, że dziś problemem jest raczej bezwstydność. Wstyd w sposób naturalny zabezpiecza wartości - ich naruszenie uruchamia go. Warto zauważyć, że mam rożne rodzaje wstydu. Ludzie np. wstydzą się być dobrzy czy pobożni. To wyrasta z tchórzostwa albo przewrotności. Dobry wstyd - mówimy  o wstydzie związanym ze spowiedzią - zawsze powinien być związany z pokorą. „Staję przed Bogiem w swojej małości i poczuciu bezradności. Boże, ratuj mnie!” Fałszywy wstyd często jest przejawem zakamuflowanej pychy. „Co, ja mam przyznać się do słabości? Odkrywać się przed drugim, bądź co bądź, grzesznym człowiekiem? Nigdy! To mnie poniża!”

Wstydzimy się czasem nie tego, co trzeba…
Owszem. Najwięcej problemów zwykle sprawia nam wyznanie grzechów związanych ze sferą seksualną, autoerotyzmem. Ale już np. takich grzechów jak osądzanie innych, plotkarstwo, chciwość, egoizm, obojętność  itp. mniej się wstydzimy. Dlaczego? Bo to „normalne”, akceptowalne społecznie. Błąd! Nie chcę relatywizować - zło jest zawsze złem i z każdym trzeba walczyć. Twierdzę tylko, że zakładając swoiste kulturowe sito (np. seksualność jest swego rodzaju tabu - jego naruszenie poprzez wyznanie grzechu, zawsze szczególnie mocno boli) niejednokrotnie „przepuszczamy” przez nie gorsze rzeczy, bagatelizujemy drobne - wedle naszego rozeznania i społecznych norm - „grzeszki”. Wchodzimy w bezwstydną symbiozę, zżywamy się z nimi i nawet nie zauważamy, że nas pogrążają!  Zatem znowu prośba: abyśmy modlili się o zdrowe poczucie wstydu. On stanowi bowiem, jak mówi przywołany wyżej o. Kowalczyk, swoistą busolę w rozeznawaniu pomiędzy dobrem i złem.

Kolejny problem: dlaczego nie wychodzi nam postanowienie poprawy?

Odpowiedź jest złożona. Ma pani ogródek?

??
Otóż ma. Gdy pani idzie pleć chwasty, nie wystarczy wziąć sekator i pięknie ściąć to, co widać nad ziemią.  Szkoda czasu bo i tak za parę dni wszystko odrośnie. Trzeba wziąć gracę i przy jej pomocy wyrwać chwast z korzeniami - dopiero wtedy czynność ma sens. Analogicznie jest z grzechem: nie pytamy o jego przyczyny, lenistwo, toksyczne sytuacje, które do niego prowadzą, przyzwyczajenie, relatywizm moralny. Dostrzegamy tylko skutek i na nim się skupiamy w działaniu. To ma być tak, jak z pieleniem zielska: trzeba go wyrwać z korzeniami, czyli zlikwidować powód upadków. To trudniejsze, niż się może komukolwiek wydawać! Czasem bardzo zaboli. Trzeba wielkiej wiary, solidnej pracy duchowej i ścisłej współpracy z łaską, aby się udało.

Proszę o praktyczne rady: jak zrobić dobry rachunek sumienia?
I znowu odpowiedź jest złożona. Po pierwsze: kiedy się przygotowujemy do sakramentu pokuty, nie trzeba myśleć: - Co ja mu (spowiednikowi) powiem, jak to wszystko ułożyć, żeby jak najlepiej wypaść itd. Najpierw uświadom sobie: kogo spotkasz? Przed kim klękasz? Jeśli zabraknie osobowej relacji z Miłosiernym Bogiem, pozostanie przykry obowiązek, niezrozumiały rytuał. Po drugie: uznanie swojej niemocy, świadomość, że tylko On może - i chce! - mnie uratować. Sakrament pokuty to nie teatr – nie trzeba się martwić o to, jak najlepiej odegrać swoja rolę. Najważniejsze są: szczerość, ufność w Boże miłosierdzie, gotowość do podjęcia współpracy z łaską i wejścia na drogę autentycznego nawrócenia.

Dziękuję za rozmowę.