Brawo ja!

źrodlo: www.echokatolickie.pl

To jest Sebastian. Wszyscy mówią na niego Seba. Uważa, że jest wyjątkowy. Ma najnowszego Iphone’a i nie zawaha się go użyć. Dużo czasu spędza przy kompie. Seba uważa, że za sam fakt życia, należy mu się coś od innych. W domu ma wszystko podsunięte pod nos. Olewa naukę. Uważa, że i tak osiągnie sukces w życiu. Bo takim, jak on, wszystko się udaje. On zawsze wygrywa. Seba jest the best. Bądź jak Seba!


To motto wielu młodych ludzi. Przekonanych o swojej wyjątkowości, żyjących w poczuciu, iż wystarczy, że się dotkną czegokolwiek, a to natychmiast zamieni się w złoto. Gdy chłopak zacznie grać w piłkę, pewien jest (podobnie, jak jego rodzice), iż droga kariery Lewandowskiego stoi przed nim otworem! Ale to już przeszłość. Inni odpuszczają. Wybierają League of Legends na kompie. - Po co biegać za piłką, skoro w taki sposób też można „uprawiać” sport? – tłumaczą. Rośnie pokolenie, które potrafi świetnie klikać na klawiaturze, bez smartfona zaś czuje się jak bez mózgu. Śpi z nim, rozmawia, traktuje jak najwierniejszego przyjaciela. Ciągle też słyszy od rodziców: „Chcesz tę zabawkę? Proszę. Tę grę? Jasne. Nowy komputer? Grzywka, ekstra fryzura? Modne ciuchy? OK. Dostaniesz”. Wszystko na wyciągnięcie ręki.

Inni widząc to, chcą dorównać. Bez względu na cenę.

Gdy dziewczyna wrzuca na Instagram kilka selfie dziennie, modnie się ubiera i ładnie pachnie, potrafi kręcić tyłkiem jak aktorka z ulubionego serialu, zaczyna żyć w przekonaniu, że pozostali muszą paść przed nią na kolana! A któregoś dnia rycerz na białym koniu zjawi się przed nią i rzuci świat do stóp! Bo to jej się należy! Bo jest kobietą! Dlatego musi mieć markowe ciuchy, mcbooka i najnowszy model Iphone’a. Musi żyć na poziomie! Jest dzieckiem sukcesu! Musi jej się udać. „Brawo ja!”

Pokolenie spotted
„Jesteśmy prawdopodobnie najsłabszym psychicznie społeczeństwem w historii – pisze na swoim blogu autor posługujący się nickiem David Durden. - Nadmiar technologii sprawił, że zatracamy umiejętności nawiązywania kontaktów międzyludzkich i co najgorsze – wirtualne życie zaczyna górować nad realnym. Rośnie pokolenie chodzące po ulicy jak zombie z najnowszymi smartfonami, piszące setki wiadomości na komunikatorach i trzymające kubeczki Starbucks w ręku. Pokolenie, które nie potrafi zainicjować interakcji na mieście, dlatego stworzyło sobie spotted. Pokolenie, które nie potrafiło nauczyć się ortografii, więc wymyśliło setki zaburzeń dyslektycznych. Pokolenie, które nie mówi lenistwo – mówi prokrastynacja. Pokolenie, które usprawiedliwi swoje lenistwo na tysiące różnych sposobów. Pokolenie, w którym przeważają „inwalidzi”. Ludzie normalni są teraz uznawani za tych nienormalnych i szalonych” (www.david-durden.pl).  
Kiedyś mówiło się o zmianie pokoleniowej, która dokonywała się raz na dwadzieścia lat. Potem świat przyspieszył. Najpierw umowna długość pokolenia skurczyła się do dekady, dziś mówi się w socjologii o zjawisku „migotania pokoleń”. Nazywa się kolejne generacje „iksami”, „igrekami”, czasy, kiedy pisało się o yummies (osobach w okolicach dwudziestki, żyjących w dużych miastach i stawiających na luksusowe życie oraz dbających o swój wysoki status społeczny), wydają się już być zamierzchłe. Świat pędzi naprzód! Dziś dominuje pokolenie określane mianem millenialsów, tj. ludzi dorastających na przełomie wieków, ewentualnie wchodzących w dorosłość po 2010 roku. Ludzi, dla których „od zawsze” było smartfony, szybki, powszechnie dostępny Internet, McDonaldy i galerie handlowe. To oni dziś stanowią potężną grupę konsumentów, im dedykuje się kampanie reklamowe, specom od „rozgryzania” ich potrzeb płaci się tysiące euro za godzinę. Oni będą wyznaczali trendy, decydowali o kształcie rodziny i społeczeństwa przez najbliższe dekady. Mało?

Snowflakes
Na Zachodzie mówi się dziś o „pokoleniu płatków śniegu” (ang. snowflakes) – niekiedy można też spotkać uproszczoną nazwę „śnieżynki”. Skąd się wzięła nazwa? Pojęcie nawiązuje do kultowej książki Chucka Palahniuka „Fight Club" z 1996 roku, gdzie pada stwierdzenie: „Nie jesteś wyjątkowy. Nie jesteś pięknym i unikalnym płatkiem śniegu”. Trudno powiedzieć, dlaczego akurat te słowa zrobiły oszałamiającą karierę? Sformułowanie „pokolenie płatków śniegu” zdobyło tak wielką popularność, że słownik Collinsa termin zakwalifikował jako jedno z najważniejszych, najbardziej znaczących dla kultury określeń 2016 roku.
Kim są „śnieżynki”? Najkrócej mówiąc to pokolenie indywidualistów, skoncentrowanych na sobie i przekonanych o swojej unikalności. Wychowanych w świecie, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki (akceptującym jednak tylko ludzi bogatych, sytych, pozbawionych kompleksów). Mających ogromne kompleksy komunikacyjne, ponieważ ich świat przypomina bańkę mydlaną – zbudowaną przez rodziców -  mającą zapewnić im bezpieczeństwo i szczelnie odizolować od reszty świata. Tak naprawdę porozumiewają się z nim tylko przez socialmedia – zresztą realne więzi „śnieżynkom” są potrzebne o tyle, o ile dzięki nim realizują swoje określone potrzeby. Mają „znajomych” z seriali i „bohaterów” z monitorów komputerów, to im wystarcza.

Muszę!...
Pokolenie „snowflakes” ma ogromny problem z emocjami. Nie jest w stanie znieść nawet najmniejszych słów krytyki. Na każdy jej przejaw „śnieżynki” reagują histerią, dramatyzowaniem, depresją. Każda, najdrobniejsza nawet porażka, zderzenie się ze ścianą życia sprawiają, iż natychmiast salwują się ucieczką, obwieszczając przy tym całemu światu: „moje życie straciło sens!” Wystarczy, że egzamin poszedł nie tak, dziewczyna zostawiła, ktoś inny okazał się lepszy, nauczyciel w szkole zwrócił uwagę. Game over! Katastrofa! Do lamentu dołączają się rodzice - widząc, jak dziecko „cierpi” natychmiast przenoszą je do innej szkoły, organizują akcje obronne, stawiając na głowie wszystkie możliwe instancje!
Młodzi ludzie boją się rywalizacji. Nie radząc sobie z problemami natychmiast wchodzą w rolę ofiary, użalają się nad swoim losem. Jak ktoś śmiał zrzucić z piedestału ich wyniesione „ja”? „Kto odważył się naruszyć TAKĄ świętość? A tak w ogóle to świat jest zły! Nie dostrzega moich problemów! – krzyczą. - Hej! Halo! Zauważcie mnie! MUSICIE mi pomóc! Mój problem jest najważniejszy! Pomóżcie mi!” Wpadają też w inną rozpacz: „Jak to, nie ma na chi nosy? Starych nie stać, aby wyłożyć kasę na kawę ze „starbusia”, kino i wypad z kolegami?”… To niesprawiedliwe!

„Błagam! Nie przynoście mi w tym roku na urodziny prezentów – pisze nastolatka do kolegów i koleżanek z klasy. – Przynieście kasę. MUSZĘ sobie kupić nowego macbooka. Kosztuje cztery tysiaki. Podaję numer konta”. Proste?

Nie bądź jak Seba
Internet pełen jest zwierzeń przedstawicieli „pokolenia płatków śniegu” rozpaczających nad globalnym ociepleniem, losem tchórzofretek czy skutkami wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA. To swoista moda, styl życia. Nie od dziś wiadomo, że najwięcej antyglobalistów wywodzi się z najzamożniejszych grup społecznych. Protestują, podpalają witryny sklepowe i samochody, oprotestowują „krwiożerczy, nieludzki kapitalizm” a potem wracają do swoich luksusowych domów, włączają swoje supernowoczesne komórki i ubóstwiają luksus, w jakim się obracają, gloryfikując swoje bohaterstwo, wyjątkowość, niepowtarzalność!
„Śnieżynki” uwielbia telewizja, komercja. Można im wcisnąć do głów wszystko, pod warunkiem, że będzie to odpowiednio atrakcyjnie opakowane, podane jako antidotum na ból życia, esencja stylu. Wystarczy, że w reklamie ktoś powie „Jesteś smutny i nic ci się nie układa? KUP NASZ PRODUKT!” Więc kupują. Gromadzą. Utwierdzają się przekonaniu, że skoro ich na to stać, są pępkiem świata.

Przesadzam? Zjawisko dotyczy zblazowanych, sytych, wewnętrznie wypalonych społeczności „zgniłego” Zachodu? Niekoniecznie. Wszak my ciągle gonimy ten bajkowy, wymarzony świat, ba! dogoniliśmy, a nawet czasem (niestety) przeganiamy! Kompleksy - może bardziej rodziców niż dzieci - robią swoje. Społeczeństwo staje się coraz zamożniejsze, a jak wiadomo, pieniądze są dla ludzi mądrych. Różnie z tym jest. Przybywa egoistów, obsługiwanych przez ojca i matkę od najmłodszych lat, kupowanych drogimi gadżetami, przekonywanych o swojej wyjątkowości i niepowtarzalności do tego stopnia, że święcie zaczynają w to wierzyć. Baloniki nadymają się, rosną, unoszą ponad granice absurdu…

…a potem pękają.

I to jest koniec świata.

Seba to jedno, wielkie oszustwo. Seba to mit.
Nie bądź jak Seba.